Posts in Category: WheelchairTrip

one minute of the trip

one minute of the trip

d o m

Dotarliśmy parę dni temu do domu. Jak widać po mapie, zmieniliśmy początkowe założenia. Trzy miesiące i trzy dni, 15 735 km lądem i cztery przeprawy promowe. Jest jeszcze coś, czego do końca nie da się opisać. Wewnętrzne uczucie tak dużej zmiany, której do końca jeszcze sami nie rozumiemy. Realizacji świadomie postanowionego zadania, które w pewnym sensie trochę nas przerosło. Pomimo analizowania i próby przewidzenia jak to będzie, nie sądziliśmy, że będzie tak trudno. Ale teraz jesteśmy pewni, że właśnie o to chodziło, by zmierzyć się z czymś dużym, z czymś co było w stanie wybić nas z utartych torów. Zdajemy sobie sprawę, że relacja z tej podróży nie jest zbyt obfita i systematyczna, sami zresztą zakładaliśmy inaczej. Oddaje ona część naszych przeżyć i doznań, które nie sa odpowiedzią na większość zadawanych nam pytań.
Pomimo bycia w pięknych miejscach, często czuliśmy się trochę z boku od tego wszystkiego co nas otacza. To właśnie przyczyniło się do tego, co teraz czujemy. Bo tak naprawdę najważniejsze w podróżowaniu jest to, by móc się zatrzymać i mieć chwilę refleksji. A my tych chwil mieliśmy naprawdę dużo, bo zamiast biegać z aparatem i robić zdjęć wszystkim kościołom, rzeźbom i budynkom, po prostu siedzieliśmy przed samochodem, codziennie w nowym miejscu zatracając się w rozmowach, myśleniu i obserwacji tego, co przed naszymi nosami się dzieje.
Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli nam w dotarciu do tego, co dzięki tej podroży odnaleźliśmy w sobie.

W stronę domu.

Przyspieszyliśmy tempa. Czuć jesień a my myślimy coraz częściej o domu.
Mimo że już jedziemy trzeci miesiąc to cały czas potrafimy czerpać nowe doświadczenia.
Zwłaszcza teraz muzea albo bezludne plaże. W stronę domu.

Dom zły – premiera w wymarłym mieście.

Jak dla mnie to premiera dla Maciek to kolejne spotkanie z filmem. Zbierałem się i zbierałem ale jakoś nigdy nie było okazji. Trafiliśmy do opuszczonego miasta, to kolejne sezonowe miasteczko, które po „vacaciones” jest miastem pustych ulic domków i bezludnych plaż. Im bardziej na zachód tym mniej kamieni, więcej za to złocistego piasku.
Siedzimy sami w knajpie na plaży, udało nam się zamontować tło i podłączyć projektor. Noc 20 stopni a my mamy własne małe kino. Na pierwszy ogień właśnie Smarzowski.

Cabo da Roca